Medioznawczyni dla PAP: opisując akty przemocy, należy włączyć rozsądek i rozum, a nie emocje
Opisując akty przemocy, jak atak nożownika w szkole, media powinny kierować się rozsądkiem i rozumem, a nie emocjami - oceniła medioznawczyni prof. UW dr hab. Monika Kaczmarek-Śliwińska. Zwróciła uwagę na manipulacje oraz dezinformacje, które przy okazji takich zdarzeń szerzą się w internecie.
Według ekspertki, dziennikarze relacjonujący napaści, do których doszło w ostatnich dniach w szkołach w Ostrołęce oraz Leszczydole-Nowinach, „stoją przed większym wyzwaniem (zawodowym) niż wcześniej”.
- Nie dość, że relacjonowanie wydarzeń tragicznych, związanych z aktami przemocy, terroryzmu, jest odpowiedzialne samo w sobie, to obecnie dochodzi jeszcze odpowiedzialność za to, jak materiał dziennikarski może być wykorzystany i jak może rezonować społecznie. Tego niestety dziennikarze nie wiedzą, mogą jedynie zakładać określone scenariusze. Mówiąc o odpowiedzialności za wtórne wykorzystanie materiałów dziennikarskich, mam na myśli dystrybucję treści na platformach społecznościowych – podkreśliła.
Kaczmarek-Śliwińska przypomniała, że „żyjemy w czasach, gdzie każdy użytkownik mediów i platform ma możliwość wchodzenia w rolę nadawcy treści. Dziennikarz oczywiście nie ma na to wpływu, natomiast podczas tworzenia materiałów powinien mieć to na względzie”.
Wykładowczyni Uniwersytetu Warszawskiego zaleciła, aby „zwracać uwagę na manipulacje i dezinformacje zawarte w przekazach” na portalach społecznościowych. - Właściwą reakcją byłaby weryfikacja treści na przykład w serwisie fact checkingowym, a następnie skomentowanie błędnych treści linkiem do właściwej wersji – oceniła.
- Sporym zagrożeniem są także emocje, szczególnie skrajne czy eskalujące, które z jednej strony mogą kierować użytkowników mediów i platform w kierunku agresji elektronicznej lub w świecie poza internetem, z drugiej zaś wywoływać lęk, panikę, strach i w skrajnych sytuacjach wpływać na ograniczanie aktywności – powiedziała rozmówczyni PAP.
Zespół badawczy pod kierunkiem prof. Sherry Towers z Arizona State University dowiódł, że masowe morderstwa i strzelaniny w szkołach wykazują silny efekt tzw. zaraźliwości (contagion effect).
W artykule opublikowanym w 2015 r. na łamach czasopisma „PLOS ONE” naukowcy wykazali, że ryzyko kolejnego ataku drastycznie wzrasta w ciągu ok. 13 dni od pierwszego zdarzenia. Ich zdaniem zbrodnia nagłośniona przez media działa jak impuls dla potencjalnych naśladowców. Z analiz matematycznych zespołu wynika, że statystycznie od 20 do 30 proc. morderstw i strzelanin w szkołach to efekt naśladownictwa.
Zapytana, w jaki sposób można obniżyć to ryzyko, Kaczmarek-Śliwińska odpowiedział, że media „na pewno powinny unikać spekulacji, a relacjonować jedynie fakty”. - Tutaj często pojawi się z kolei wyzwanie, aby nie ulegać sensacji i mieć zawsze na względzie dobro publiczne, co powinno oznaczać chociażby bardzo rozważne wykorzystywanie obrazów czy wideo z takich wydarzeń. Ale to rozważne wykorzystywanie nie powinno odnosić się jedynie do treści zawierających przemoc i jej skutki, lecz także do materiałów zawierających relacje świadków wydarzeń – dodała.
Według ekspertki ważne jest także „unikanie paniki moralnej, a w zamian konstruowanie materiałów dziennikarskich w sposób edukujący, prewencyjny, zamiast sensacyjnego”.
- W żadnych wypadku nie powinno się relacjonować wydarzeń tragicznych czy terrorystycznych w sposób, który mógłby gloryfikować sprawców czy też samo zdarzenie, gdyż może to wpływać na chęć naśladowania aktów przemocy i terroru. Dlatego właśnie powinno się unikać podawania imion, nazwisk, wizerunków sprawców czy kwestii charakteryzujących ich. Wreszcie, dziennikarze muszą mieć na względzie bezpieczeństwo operacji prowadzonych przez służby, co oznacza, że nie podaje się szczegółów taktycznych, gdyż może to utrudniać prowadzenie akcji. Szerokie informowanie może także zwiększać zainteresowanie odbiorców mediów i platform, a przez to wpływać wręcz na tworzenie swojego rodzaju tak zwanych miejsc wartych odwiedzenia – powiedziała ekspertka.
W odpowiedzi na pytanie dotyczące budowania odporności społecznej i poczucia bezpieczeństwa w społeczeństwie medioznawczymi podkreśliła znaczenie odporność komunikacyjną. – Po pierwsze, prewencja, czyli koncentrowanie się na wzmacnianiu społeczeństwa w czasach poza wydarzeniami tragicznymi. Mieści się tutaj edukowanie, w tym przekazywanie treści, które pokazują, jak działać. Druga ścieżka jest znacznie trudniejsza, gdyż odbywać się będzie w kryzysie, a wówczas na próbę wystawione są wszelkie wartości. Wtedy należy myśleć o profesjonalizmie zawodowym i odpowiedzialności społecznej. Ta druga powinna także być bliska użytkownikom mediów – podkreśliła Kaczmarek-Śliwińska.
W tym tygodniu w Polsce doszło do dwóch ataków w szkołach i jednej sytuacji stwarzającej zagrożenie. W czwartek w Leszczydole-Nowinach w powiecie wyszkowskim 15-latek zranił trzy osoby. Jedna z nich - 37 letnia kobieta — zmarła. W środę w Ostrołęce 19-latek zaatakował nożem 9 osób - 5 uczniów, 2 nauczycieli i 2 osoby postronne. Także w środę w Sierpcu policja zatrzymała 17-latka, który planował atak w szkole.(PAP)
mzb/ agz/
Polska, Warszawa




